Grudzień, grudzień, grudzień, tak mówią o nim ludzie, grudzień, grudzień, grudzień, odwiedził nas. Jadą drogą saneczki, dzwonią srebrne dzwoneczki, a w nich sam Mikołaj z prezentami jedzie tu. Grudzień o nas pamięta i przynosi nam święta, więc na powitanie wszyscy zaśpiewajmy mu.
Strona główna. DOM I RODZINA. Ciąża, poród, macierzyństwo i wychowanie dzieci. Witam, jestem młodą kobietą (27l.). Mam chłopaka, jestem szczęśliwa z nim. Nie chcę mieć dziecka. Dla
Kobieta nie jest zadowolona z takich komentarzy, ale nie zamierza się nimi przejmować. Kiedy urodził się jej syn, poszła o krok dalej. Na ciele 6-miesięcznego syna, Treylina, zaczęła wykonywać tymczasowe, wymyślne tatuaże, a także ubierać go w nietypowe dla dziecka stylizacje, które dopełnia złotymi łańcuchami i naszyjnikami.
Grudzień o nas pamięta i przynosi nam Mikołaja i święta, więc na powitanie wszyscy zaśpiewajmy mu. Grudzień, grudzień, grudzień, tak mówią o nim ludzie, grudzień, grudzień, grudzień, odwiedził nas.
Grudzień, grudzień, grudzień, tak mówią o nim ludzie. Grudzień, grudzień, grudzień. Odwiedził nas. 2.Jadą drogą saneczki, dzwonią srebrne dzwoneczki, A w nich sam Mikołaj z prezentami jedzie tu. Grudzień o nas pamięta i przynosi nam święta, Więc na powitanie zaśpiewajmy mu. ,,Wigilia” – wiersz (J. Koczanowskiej)
O KULCE W GUINESSIE. Opublikowano 28 lipca 2010 przez Barbarella — 22 komentarze ↓. Odkryłam kryminały Caroline Graham – naprawdę, nie ma jak dobry, brytyjski kryminał z obowiązkowym udziałem pieprzniętych staruszek z małych miasteczek. Odkryłam tez serial (można się śmiać) „24 godziny”.
. Grudzień 2016 Tematyka tygodniowa zajęć: Tydzień I: Co robić w taki smutny czas? Tydzień II: Nadeszła zima Tydzień III i IV: Święta tuż-tuż W trakcie realizacji powyższych tematów dzieci nauczą cię następujących piosenek i wierszyków: Piosenki „A Mikołaj pędzi” I. Już na płatkach śniegu przyfrunęły święta Teraz wszystkie dzieci marzą tylko prezentach Sanie Mikołaja dzwonią dzwoneczkami Święty Mikołaju, bądź już wreszcie tutaj z nami Ref.: A Mikołaj pędzi, a Mikołaj gna Od domu do domu ciężką pracę ma Jego piękną brodę pokrył srebrny lód Gdyby tak biedaczek już odpocząć mógł. II. Święty Mikołaju my ci pomożemy I wszystkie prezenty szybko dzieciom rozniesiemy Potem pod choinką siądziesz razem z nami Też swój prezent znajdziesz w pięknym koszu z paczuszkami Ref.: A Mikołaj pędzi… „Pachnący gość” I. Stała pod śniegiem panna zielona Nikt prócz zająca nie kochał jej Nadeszły święta i przyszła do nas Pachnący gościu prosimy wejdź. Ref: (x2) Choinko, piękna jak las, choinko zostań wśród nas II. Jak długo jesteś z nami pozostań Niech pachnie Tobą domowy kąt Wieszając jabłka na Twych gałązkach Życzymy wszystkim WESOŁYCH ŚWIĄT Ref: (x4) Choinko, piękna jak las, choinko zostań wśród nas „Zima, zima, zima” 1. Zima, zima, zima – pada, pada śnieg Jadę, jadę w świat sankami Sanki dzwonią dzwoneczkami Dzyń, dzyń, dzyń……. 2. Zasypane pola – w śniegu cały świat Biała droga hen przed nami Sanki dzwonią dzwoneczkami Dzyń, dzyń, dzyń……. 3. Jaka pyszna sanna – parska raźno koń Śnieg rozbija kopytkami Sanki dzwonią dzwoneczkami Dzyń, dzyń, dzyń……. Piosenka „Grudzień” D. K . Jagiełło I. Już od dawna z kolegą czekaliśmy na niego, aż przysypie ziemię śniegiem, wodę zmieni w lód. Wreszcie będzie tu z nami, jedzie do nas saniami, Z nieba lecą srebrne gwiazdy, to prawdziwy cud. Ref : Grudzień, grudzień, grudzień, Tak mówią o nim ludzie. Grudzień, grudzień, grudzień Odwiedził nas. II. Jadą drogą saneczki, dzwonią srebrne dzwoneczki, A w nich sam Mikołaj z prezentami jedzie tu. Grudzień o nas pamięta i przynosi nam święta, Więc na powitanie zaśpiewajmy mu. Ref. Grudzień… Wierszyk Gwiazdka B. Ostrowska Anioły mogą zejść do ludzi, Przebiec calutki świat: Śnieg taki czysty, że nie zabrudzi białych szat. Białe opłatki białe stoły , Śnieżnych choinek las… doprawdy mogą dziś anioły zagościć pośród nas. „Rymowanka” Prawa rączka, lewa rączka – rączki dwie. Kiedy zbliżę je do siebie, klaszczą, ile chcę. Prawa noga, lewa noga – nogi dwie. Kiedy zbliżę je do siebie, tupią, ile chcę.
2-3-4 latki Eskimosek Ma czerwony z mrozu nosek Ma kubraczek z futra foki Nic nie słyszy, nie ma uszu Ślepki z węgla, patrzą krzywo Panie bałwanie, panie bałwanie! Co chce pan dostać dziś na śniadanie - Proszę śnieg w płatkach, i porcję szronu chcę dla ochłody Panie bałwanie, zimne śniadanie Od pani zimy wnet pan dostanie Dziś w przedszkolu Krzyś i Tomek Zmajstrowali ptaszkom domek Jest podłoga, jest i daszek Żeby mógł się zmieścić ptaszek Jest na miejsce na okruszki Dla wróbelka, pośmieciuszki Jest i gwoździk na skraweczki Przyleciały gile nawet nie wiem ile Przyleciały gile, a tu śniegu tyle Cała jarzębina śniegiem oblepiona… Znajdziemy pod śniegiem korale jarzębin A ty idź do domu, bo się tu przeziębisz Jedzie Zima Jedzie pani Zima na koniku białym, spotkały ją dzieci, pięknie powitały: - Droga pani Zimo, sypnij dużo śniegu, żeby nam saneczki nie ustały w biegu. My się chłodu nie boimy My się chłodu nie boimy, podskoczymy, zatańczymy. Dalej, dalej całą grupą łap za rączki, kręć się w kółko! W kotka, w myszkę, przez boisko, przestraszymy złe wietrzysko. Niech przed zimnem nikt nie tchórzy, to wyrośnie zdrów i duży. Domek dla ptaszków Dziś w przedszkolu Krzyś i Tomek zmajstrowali ptaszkom domek. Jest podłoga, jest i daszek, żeby mógł się zmieścić ptaszek. Jest też miejsce na okruszki dla wróbelka, pośmieciuszki. Jest i gwoździk na skraweczki dla łakomej sikoreczki. Spacer maluchów Pada śnieżek biały, puszysty i suchy, idą na spacerek z przedszkola maluchy. Chrupią pod nogami zmarznięte kałuże, gubi Jaś kalosze, bo trochę za duże. Pada śnieżek biały, już go po kolana. Lepią dzieci razem śmiesznego bałwana. Zimowa piosenka Lubię śnieżek, lubię śnieg, chociaż w oczy prószy. Lubię mrozik, lubię mróz, chociaż marzną uszy. Lubię wicher, lubię wiatr, chociaż mnie przewiewa. Lubię zimę, idę w świat. I wesoło śpiewam. Zima Białe chmury w dal płyną nad doliną, niziną... Może spadną na głowę białe gwiazdki śniegowe?... Bałwanek Ulepiła mała Basia ze śniegu bałwana. Zostawiła go na noc całą do samego rana. Pokaże go tatusiowi i siostrzyczce Kasi. Niech zobaczą, jak się bałwan udał małej Basi! Bałwan Stoi bałwan w kapeluszu Nic nie słyszy, nie ma uszu Ślepki z węgla, patrzą krzywo Krzyś ulepił takie dziwo Bałwanki Jest taki ogród zaczarowany, po którym chodzą śnieżne bałwany. Duże bałwany, bałwanki małe, wszystkie ze śniegu i jak śnieg białe. Choć mróz największy i śnieżek prószy, bałwankom nigdy nie marzną uszy. Za to, gdy słońce trochę przygrzeje, to czary – mary nos im topnieje. Tańczy bałwan Tańczy bałwan grubasek w swym śniegowym kaftanie. Gra zimowa muzyka dzwonią dzwonki u sanek. Zając, borsuk i wrona usłyszeli to granie. Zaprosili sarenkę niech zatańczy z bałwanem. Tańczy bałwan z sarenką, zając kic, kic za nimi. Wrona ogon zgubiła, borsuk kroki pomylił. Śniadanie bałwana Panie bałwanie, panie bałwanie! Co chce pan dostać dziś na śniadanie? - Proszę śnieg w płatkach, w sopelkach lody i porcję szronu chcę dla ochłody. Panie bałwanie, zimne śniadanie od pani zimy wnet pan dostanie Z zimowych rozrywek Ulepiły sobie dzieci ze śniegu bałwana, Gdy ich mama na podwórze wypuściła z rana. Nos i oczy dały z węgla, a ręce z patyków, Toż to śmiechów na podwórzu, radosnych okrzyków! Starsza Zosia śniegowego stracha się nie boi, Ale Lusia mała przy niej coś trwożliwie stoi: Medytuje niespokojnie Burek, też tchórzliwy, Wącha śnieg, czy śmieszny bałwan żywy, czy nieżywy? Gdzie ten luty Co się z tą pogodą stało? W zimie wcale nie jest biało... Gdzie ten luty, groźny, zły, który szczerzył mrozu kły, lecz, gdy humor dobry miał na saneczkach z górki gnał? I bałwanki lepił z nami, szyby zdobił nam kwiatami - miał pomysłów pełną głowę. Ale na szczęście - co najważniejsze - wciąż daje... ferie zimowe! Ślizgawka Równo, równo, jak po stole, Na łyżewkach w dal... Choć wyskoczy guz na czole, Nie będzie mi żal! Guza nabić - strach nieduży, Nie stanie, się nic; A gdy chłopiec zawsze tchórzy, Powiedzą, że fryc! Jak powiedzą, tak powiedzą, Pójdzie nazwa w świat; Niech za piecem tchórze siedzą, A ja jestem chwat! 4-5 latki Grudzień Już od dawna z kolegą czekaliśmy na niego, aż przysypie ziemię śniegiem, wodę zmieni w lód. Wreszcie będzie tu z nami, jedzie do nas saniami, z nieba lecą srebrne gwiazdy, to prawdziwy cud. Grudzień, grudzień, grudzień, tak mówią o nim ludzie, grudzień, grudzień, grudzień, odwiedził nas. Jadą drogą saneczki, dzwonią srebrne dzwoneczki, a w nich sam Mikołaj z prezentami jedzie tu. Grudzień o nas pamięta i przynosi nam święta, więc na powitanie wszyscy zaśpiewajmy mu. Grudzień, grudzień, grudzień, tak mówią o nim ludzie, grudzień, grudzień, grudzień, odwiedził nas. Grudzień Jak po grudzie mroźny grudzień brnie w kopiastych śniegach gdzie rok szronem osiwiały kresu już dobiega, gdzie las cały usnął w białym i puszystym futrze, gdzie się dłużą mroźne noce, gdzie dni coraz krótsze. Błysną świeczki na choince uśmiechy na twarzach. Odejdź grudniu, czas na ciebie, koniec kalendarza. Grudzień W grudniu rzadko ptak zaśpiewa w srebrze stoją wszystkie drzewa. Naszą rzeczkę po kryjomu, w nocy lodem okuł mróz. Sanki wezwał i do domu z lasu nam choinkę wniósł. Styczeń Nowy Rok zawitał wreszcie stary sobie poszedł. Co tam rośnie w mrozach stycznia? Dzień rośnie po trosze! Wróbelkowi serce rośnie, że wiosny doczeka, chociaż jeszcze droga do niej mroźna i daleka. Rosną w styczniu zaspy śniegu, że wóz w nich ugrzęźnie a na szybach rosną srebrne liście i gałęzie. Więc na inne pory roku, nie patrzy zazdrośnie mroźny styczeń: bo w nim także mnóstwo rzeczy rośnie! Luty Często w nim bywają jeszcze mrozy trzaskające, za to jest w calutkim roku najkrótszym miesiącem. Lecz nie zrobi nam nic złego mroźny koniec zimy, nakarmimy głodne ptaki, w piecu napalimy. Szczerzy luty zęby sopli, wszystko mrozem ściska. Niech tam sobie! Wkrótce przyjdzie "kryska na Matyska". Gdy obuję ciepłe buty i gdy kożuch włożę, niech tam sobie mroźny luty sroży się na dworze. Dwie minuty dla głodnych ptaków W lutym - poświęć głodnym ptakom dwie minuty! W lutym najsrożej mróz rządzi na dworze, śnieg prószy. Niech w lutym co rano głodne ptaki dostaną garść okruszyn! Życie głodnym ptakom dajesz z własnej ręki. I ptaka ratujesz, i ptasie piosenki. Biegały ptaszki Biegały, ptaszki biegały po śniegu jak płótno białym. Stukały dzióbkiem w okienko: - Rzućcie nam prosa ziarenko! Ziemia na kamień zmarznięta. - Czy o nas nikt nie pamięta? Wybiegły dzieci z przedszkola, sypią ziarenka na pole. Ptaszki ziarenka zebrały i dalej – frrr – poleciały. Kolorowy śnieg Czy wam nie przyszło nigdy do głowy, że śnieg powinien być kolorowy? Albo zielony, albo czerwony, liliowy albo beż. Śnieg ten lepiłoby się wspaniale, a bałwan biały nie byłby, ale albo zielony, albo czerwony, liliowy albo beż. Śnieżki tak samo w zimowej porze byłyby wtedy w jakimś kolorze: albo zielone, albo czerwone, liliowe albo beż. Bardzo kolory by się przydały, a tu tymczasem wciąż pada biały, biały bielutki, miękki mięciutki, świeży, świeżutki śnieg. Kulig Białe pola, białe lasy toną w białym śnie. Pędzą konie, sanki dzwonią, kulig drogą mknie. Dzyń, dzyń, dzyń.... Białe grzywy, białe konie, w grzywach biały wiatr. Białe drogi gwiazdy złocą, kulig pędzi w świat. Dzyń, dzyń, dzyń.... Białe pola, białe lasy toną w białym śnie. Mróz za oknem trzaska z bata, kulig drogą mknie. Dzyń, dzyń, dzyń.... Kulig Pędzi kulig. Dzwonią dzwonki. Wiatr wstrzymuje dech. Bucha para z końskich pysków. Płozy ryją śnieg. Pędzi kulig. Dzwonki dzwonią. Rozwiały się grzywy koniom. W białe zaspy, w śnieżne góry. Kulig pędzi! Kulig! Kulig! Zima zimie nie równa Taka zima to nie zima śniegu nie ma, mróz nie trzyma, plac się zmienia w staw dla żab, z dachów ciągle kap, kap, kap. Rano deszcz, w południe deszczyk i wieczorem pada jeszcze. W nocy nie przychodzi mróz, słychać wody plusk, plusk, plusk. Już o zimie nie pamiętasz choć wskazuje ją kalendarz. Styczeń – wszyscy mówią nam, deszcz zaprzecza pam, pam, pam Zimowe zabawy Dziś na boisku śnieg po pas cieszy się, skacze każdy z nas. Srebrzystą śnieżkę w rękę bierz, bałwanka ulep, jeśli chcesz. Dziś na saneczkach pisk i śmiech, gdy zjeżdżasz z górki wstrzymaj dech. Nie bój się zjazdu, nie bój się nic, pędź po pagórkach hyc, hyc, hyc. Dziś na ślizgawce szum i gwar, na szklanej tafli tysiąc par. Już od południa taki ruch, ślizgaj się z nami, jeśliś zuch. Ani mróz, co szczypie w uszy, ani śnieg, co w oczy prószy, ani wiatr, co czoło chłodzi, nic zabawie nie zaszkodzi. Zimowe rady Prószy śnieg i mróz się stara. Nie siedź w domu jak niezdara. Zima – na dwór wyjść wypada, patrz, po torze mknie gromada.! Slalom wybrał Patryk dzisiaj, aby sprawdzić narty Krzysia. A pod górką rzut śnieżkami albo biegi z przeszkodami. Nikt nie płacze, nie narzeka, bo od lata na to czekał. Jedną radę dziś ci dam: Szalik, czapkę, załóż sam, łyżwy przypnij i gotowy! Baw się dobrze, wracaj zdrowy. Przyszła zima Ach jak dobrze, przyszła zima! Już śnieg pada i mróz trzyma. Jest też zdrowo i wesoło, bo śmiech dzieci słychać wkoło Gdy się ziemia śniegiem bieli, wszystkim serca rozweseli. Już niedługo ciemna nocka Mikołaja w drodze spotka. Przy obrusie śnieżnobiałym w krąg usiądzie grono całe. Gdy kolęda płynie z serca Smutne drzewa Jesień odchodzi liść za liściem, w lesie jest jaśniej uroczyściej... I w górze coraz więcej nieba. A na gałęziach zamiast ptaków usiadły rzędem zimne gwiazdy. Więc smutne teraz stoją drzewa. Mroźna zima Mróz na dworze, więc kto może w kożuch się otula, bo wiatr srogi dmie po drogach i po polu hula. Mróz na dworze, więc kto może rad się w cieple chroni, w domu, norze, w dziupli, w borze, gdzie mróz nie dogoni. Jedzie zima Przypłynęła chmura sina, od północy wiatr zacina. Kot wyjść z domu nie ma chęci. Coś się tam na dworze święci! Kraczą wrony na parkanie: - Jedzie zima , groźna pani! I już lecą z nieba śnieżki, zasypują drogi, ścieżki, pola, miedzę i podwórka, dach, stodoły, budę Burka. Kraczą wrony na jabłoni: - Jedzie zima parą koni! Mróz ściął lodem brzeg strumyka. Zając z pola w las pomyka. Krasnalowi zmarzły uszy, już spod pieca się nie ruszy! Kraczą wrony na brzezinie: - Oj, nieprędko zima minie! Taka zima to jest zima Taka zima to jest zima – rzeki w biegu mróz zatrzymał, biały ten i tamten brzeg, co dzień pada śnieg, śnieg, śnieg. Sroka na gałęzi skrzecze, że twardnieje lód na rzece. Gdy idę aleją lip, słyszę śniegu skrzyp, skrzyp, skrzyp. Z roześmianą dzisiaj twarzą sprawdzam kartki kalendarza. Mamy styczeń – zima już, a na dworze mróz, mróz, mróz. Idzie drogą pani zima Idzie drogą Pani Zima jeszcze jeden listek trzyma. a pod płaszczem srebrną suknię mróz jej wyhaftował. Oszroniła krzewy, drzewa, siedem wichrów jej pomogło całą ziemię zaczarować... Lecą, lecą białe płatki, wyglądamy jak białe niedźwiadki. Śniegowy bałwanek - A dzień dobry miły panie. Powiedz coś jadł na śniadanie? - Zjadłem śniegu cztery miski, wody tylko cztery łyżki. Potem zjadłem pączki z lodu i nie czuję wcale głodu. - A nie zimno ci bałwanku stać na mrozie bez ustanku? - Gdzie tam zimno, futro białe mam podszyte watą całe. Nigdy mrozu się nie boję, na poduszce przecież stoję. - A skąd masz kapelusz taki? - Przystroili mnie chłopaki. Mały Janek zwany zuchem wdział mi kosz z czerwonym uchem. - A byłeś ty kiedy w szkole? - Ja na polu już stać wolę. Do nauki nie mam chęci. . Bałwan śniegowy Jedna kula śniegowa, Druga kula śniegowa, Jedna mała. Druga duża. Z jednej będzie bałwankowy brzuszek, z drugiej – bałwankowa głowa. Stanie bałwan na środku podwórza! - Kto mu teraz zrobi nos z marchewki? - Kto znajdzie dwa patyczki na brewki? - Kto przyniesie cztery kamyki, by mu zapiąć białe futro na guziki? Już ma bałwan kapelusz na głowie Może się ukłoni i dzień dobry powie. Bałwan Na podwórku bałwan stał, który dużą głowę miał. Oczka – czarne, dwa węgielki, nos z marchewki nie za wielki… I tak sobie stał. Kiedy ktoś się zimna bał, to się bałwan z niego śmiał. Bo gdy wkoło zimno było jemu właśnie było miło, gdy na mrozie stał. Chociaż dużą głowę miał, to się bałwan trochę bał, że gdy przyjdą dni gorące, to mu głowę stopi słońce, gdy tak będzie stał. A że o swą głowę dbał, pewnie nocy bałwan wstał i ułożył się na śniegu i poturlał się na biegun. Dobry pomysł miał? Biegun jest na końcu świata. Tam w ogóle nie ma lata. Śniegu pełno przez cały rok, dla bałwana rok wspaniały Będzie sobie tutaj stał ile tylko będzie chciał. Tylko czy mu się nie znudzi, że dokoła nie ma ludzi, że nawet gdy słonko świeci tam w ogóle nie ma dzieci… Bałwan Gdy wychodzimy z samego rana, Ulepić w parku wielkiego bałwana, Ja, mama, tata, no i mój brat, Pokryty śniegiem jest cały świat. Bierzemy garnek, marchew, guziki, Po drodze tata znajduje patyki. I choć niecierpliwi i pełni zapału, Śniegowe kule lepimy pomału. Największą z nich ulepił nasz tata I będzie chyba stała do lata! Niewiele mniejszą zrobiła mama, Będzie to brzuch naszego bałwana. Tę całkiem małą, wspólnymi siłami, Ulepiliśmy z braciszkiem sami. Pocieszył nas tato, mówiąc te słowa: "Mała, lecz ważna - bałwana GŁOWA". Nosem - marchewka, oczami - guziki, Rękami będą suche patyki. Garnek na głowę - praca skończona, I cała rodzina jest zadowolona! Zła zima Hu! Hu! Ha! Nasza zima zła! Szczypie w nosy, szczypie w uszy Mroźnym śniegiem w oczy prószy, Wichrem w polu gna! Nasza zima zła! Hu! Hu! Ha! Nasza zima zła! Płachta na niej długa, biała, W ręku gałąź oszroniała, A na plecach drwa... Nasza zima zła! Hu! Hu! Ha! Nasza zima zła! A my jej się nie boimy, Dalej śnieżkiem w plecy zimy, Niech pamiątkę ma! Nasza zima zła! Śmiech dzwoni, śnieg świeci
„Grudzień, grudzień, grudzień, tak mówią o nim ludzie, grudzień, grudzień, grudzień, odwiedził nas”, takim utworem przywitała przedszkolaków nasza znajoma Piosenka, która otworzyła przed nami pokój z drewnianymi instrumentami. Zwyczajem się stało, że nazwę instrumentu musimy sami odgadnąć. Ciekawe, czy i Wy zgadniecie: wyglądem przypomina dziwny, ogromny flet, a Pani, która na nim grała, bardzo mocno musiała w niego dmuchać. Tak ,to obój! Razem z nim zanurzyliśmy się w świąteczną atmosferę. Poznaliśmy historię dziadka do orzechów. Wspólnie zatańczyliśmy taniec kwiatów, a z gorącej Arabii przyjechały do nas tancerki, które zaprezentowały taniec kawy. Po nich nadszedł czas na tancerzy z Rosji. Ach, co to były za tańce! Na koniec z Piosenką wyczarowaliśmy śnieg i śpiewaliśmy „pada śnieg, pada śnieg”. Mam nadzieję, że dzięki nam uda się go przywołać… Pozdrawiam Pestka!
Przez 17 lat prowadził własny biznes, od 14 jest prezydentem. Teraz wchodzi w wielką politykę. - Za trzy i pół roku Nowoczesna przejmie władzę - mówi już dziś Oczywiście, że mógłbym. Mógłbym przez kolejną kadencję być prezydentem w Nowej Soli, odcinać kupony od tego, co udało się już w mieście zrobić. I nudzić się na tym stanowisku. Mógłbym. Ale to nie mój charakter. Chcę robić coś więcej, wykorzystać swoje doświadczenie. A trochę go już mam, te siwe włosy chyba o czymś świadczą, prawda? - Wadim Tyszkiewicz teatralnie klepie się po głowie. Rozmawiamy w jego gabinecie, w przerwach czatu z Czytelnikami „GL”.Gdy odpisuje internautom, chodzę wokół pokoju, przyglądając się dziesiątkom nagród na półkach, ścianach. Menadżer Roku, Samorządowiec Roku, złote i srebrne laury, krzyże, odznaki, medale, dyplomy...- W samorządzie osiągnął pan już wszystko? - Może wyjdę na bufona, ale fakt, z nagród i wyróżnień zdobyłem już chyba wszystko, co było do zdobycia. Koledzy ze Związku Miast Polskich mówią, że pod tym względem jestem trzeci w Polsce, zaraz po Szczurku z Gdyni i Dutkiewiczu z Wrocławia – to się stało, że prezydent ledwie 40-tysięcznego miasta „gdzieś na zachodzie Polski” rozpoznawany jest w kraju i stawiany za wzór samorządowca? Rządy w Nowej Soli rozpoczął w roku 2002. Wygrał nieznacznie, w drugiej turze, z ówczesnym prezydentem z SLD Tadeuszem Gabryelczykiem. Kilkudziesięcioprocentowe bezrobocie i opinia miasta upadłego, nie wróżyła sukcesów. - Znałem jednak te problemy doskonale „od środka”. Wychowywała mnie zresztą ulica – wspomina po latach. Ojciec zmarł, gdy Wadim miał pięć lat, matka 14 lat później, gdy był na studiach. - Szybko musiałem sam sobie radzić... Do dziś spotykam dawnych znajomych z ul. Zjednoczenia, którym niekoniecznie się powiodło. Czasami proszą mnie o złotówkę do winka – mówi...Więcej o prezydencie Nowej Soli przeczytasz w piątek, 1 kwietnia w papierowym wydaniu "Gazety Lubuskiej" oraz w serwisie
Jakub Nowak Przez 17 lat prowadził własny biznes, od 14 jest prezydentem. Teraz wchodzi w wielką politykę. - Za trzy i pół roku Nowoczesna przejmie władzę - mówi już dziś Tyszkiewicz. - Oczywiście, że mógłbym. Mógłbym przez kolejną kadencję być prezydentem w Nowej Soli, odcinać kupony od tego, co udało się już w mieście zrobić. I nudzić się na tym stanowisku. Mógłbym. Ale to nie mój charakter. Chcę robić coś więcej, wykorzystać swoje doświadczenie. A trochę go już mam, te siwe włosy chyba o czymś świadczą, prawda? - Wadim Tyszkiewicz teatralnie klepie się po głowie. Rozmawiamy w jego gabinecie, w przerwach czatu z Czytelnikami „GL”. Gdy odpisuje internautom, chodzę wokół pokoju, przyglądając się dziesiątkom nagród na półkach, ścianach. Menadżer Roku, Samorządowiec Roku, złote i srebrne laury, krzyże, odznaki, medale, dyplomy...- W samorządzie osiągnął pan już wszystko? - Może wyjdę na bufona, ale fakt, z nagród i wyróżnień zdobyłem już chyba wszystko, co było do zdobycia. Koledzy ze Związku Miast Polskich mówią, że pod tym względem jestem trzeci w Polsce, zaraz po Szczurku z Gdyni i Dutkiewiczu z Wrocławia – odpowiada. Jak to się stało, że prezydent ledwie 40-tysięcznego miasta „gdzieś na zachodzie Polski” rozpoznawany jest w kraju i stawiany za wzór samorządowca?Rządy w Nowej Soli rozpoczął w roku 2002. Wygrał nieznacznie, w drugiej turze, z ówczesnym prezydentem z SLD Tadeuszem Gabryelczykiem. Kilkudziesięcioprocentowe bezrobocie i opinia miasta upadłego, nie wróżyła sukcesów. - Znałem jednak te problemy doskonale „od środka”. Wychowywała mnie zresztą ulica – wspomina po latach. Ojciec zmarł, gdy Wadim miał pięć lat, matka 14 lat później, gdy był na studiach. - Szybko musiałem sam sobie radzić... Do dziś spotykam dawnych znajomych z ul. Zjednoczenia, którym niekoniecznie się powiodło. Czasami proszą mnie o złotówkę do winka – mówi. Podczas pierwszej kadencji nie brakowało ostrych sporów prezydenta z radnymi SLD. Po czterech latach to jednak Tyszkiewicz wygrał już w pierwszej turze (ponad 83 proc. głosów!), wprowadził też dziesięciu radnych ze swojej bezpartyjnej listy. - Klucz do sukcesu? - Gospodarka. Ona jest najważniejsza, co powtarzam z uporem maniaka od lat. I to ona udowodniła, że kierunek, który obraliśmy na początku, był właściwy. Dziś, po 14 latach, widzą to już, mam nadzieję, wszyscy – komentuje Tyszkiewicz. Mieszkańcy zdają się to potwierdzać, bo kolejne wybory wygrywał z łatwością, z poparciem ponad 86 Tyszkiewicza rosły proporcjonalnie do liczby inwestorów, których zaczął hurtowo ściągać do Nowej Soli. Zyskał wręcz miano eksperta pod tym względem. - Sam byłem przez 17 lat przedsiębiorcą. Znam więc to wszystko od drugiej strony, wiem, czego przedsiębiorcy oczekują od miasta – mówi. Pracownicy urzędu potwierdzają, w nieoficjalnych rozmowach ze mną, że ściąganie inwestorów to praktycznie jednoosobowa działka Tyszkiewicza. - Z zewnątrz wygląda to może prosto. Owszem, mam „gadane”, potrafię zrobić dobry „pijar” miastu, ale, proszę mi wierzyć, to za mało. Ściągnięcie nawet małego inwestora wiąże się zawsze z setkami godzin wytężonej pracy. Często kosztem rodziny, gdy np. święta muszę spędzić przed komputerem, odpowiadając na setki pytań, czy szykując prezentację – opowiadał nieraz. - Pod tym względem jest perfekcjonistą – słyszę w urzędzie. Rozwój gospodarczy pozwolił Tyszkiewiczowi realizować inwestycje, dzięki którym niemal wymazał wizerunek Nowej Soli jako „miasta upadłego”. Nowy port, budowa statków wspólnie z innymi gminami, Park Krasnala, ścianki wspinaczkowe, skatepark czy najnowocześniejsze w Polsce tory do jazdy na bmx... - Poza pracą ludzie muszą się czuć w mieście dobrze, muszą mieć miejsce do odpoczynku – opowiada. Twierdzi, że w Nowej Soli jest już niemal wszystko poukładane. - Wystarczy tego nie spieprzyć - zaznacza. I podkreśla, że czas na nowe wyzwania. - Stąd mój angaż w politykę i akces do Nowoczesnej. Marzy mi się, żeby cała Polska poszła śladem Nowej Soli – mówi. W to, że Nowoczesna przejmie władzę w kraju, nie wątpi. Dlaczego jednak wybrał właśnie tę partię? - To zaangażowani ludzie, którzy nie idą do polityki dla kasy, to ludzie, którzy już się czegoś w życiu dorobili. Tworzyłem ją od początku, jeszcze gdy była stowarzyszeniem. To moje naturalne środowisko – samorządowcy się nie dziwią i przypominają, że „Wadim już dawno puszczał oko do partii”. - Kiedyś był bardzo blisko PO. Pytanie, jak to będzie z Nowoczesną, bo Wadim lubi mieć wszystko pod kontrolą. Jest typowym wodzem - mówi mi jeden z nich. Wady Tyszkiewicza? - Perfekcjonizm spowodował, że nie jest w stanie spokojnie znieść krytyki. Nie wiem, jak jest teraz, ale kiedyś potrafił godzinami siedzieć na forum internetowym, by śledzić wpisy o sobie. Bywa pyszny, co widać po wypowiedziach, że wszystko robi najlepiej - słyszę. - Ma jednak ogromną charyzmę. A człowiek, który jednym wpisem na Facebooku potrafi ściągnąć do miasta wszystkie krajowe telewizje i gazety, jak w przypadku opinii o górnikach czy mieszkaniach socjalnych, poradzi sobie w dużej polityce – dodaje mój Tak, byłem blisko PO. Byłem niemal ich chłopcem z plakatów – żartuje Tyszkiewicz. Do szeregów tej partii jednak nie wstąpił. Dziś nie żałuje, choć „propozycje były różne, zawsze poważne”. Przyznaje, że kuszono go stanowiskiem wojewody, przebąkiwano o byciu marszałkiem. Nie przekonał go nawet Donald Tusk, zapraszając na spotkanie przed wyborami samorządowymi w roku 2014. Ówczesny premier namawiał wtedy Tyszkiewicza na start z listy PO. Również nieskutecznie. Tyszkiewicz nie ukrywa, że bodźcem, który skłonił go do wejścia do Nowoczesnej były - jak to określa - katastrofalne rządy PiS, ale też... słowa żony. - Kazała mi się w końcu zdecydować: wóz albo przewóz – żartuje. Jaka przyszłość go czeka? Zostanie posłem? Senatorem? - Nie wiem. Mam sto tysięcy pomysłów na minutę. Czas pokaże, nie wykluczam żadnej opcji, choć najbliższe lata i tak poświęcę z pewnością Nowej Soli - mówi. Zapowiada jednak, że to jego ostatnia prezydencka kadencja. Marzy o chwili oddechu. - Zdarzają się rzadko - przyznaje. Odpoczynek znajduje na wsi. Z żoną kupił kawałek ziemi i domek, który od podstaw wyremontowali. Czasami chwali się na Facebooku filmikiem, gdy pracuje z glebogryzarką, czy obiadem ugotowanym ze swoich warzyw. - Dbamy o naszą małą przestrzeń – uśmiecha się prezydent. Trochę historii Repatriant Urodził się w 1958 r. w Hancewiczach na terenie dzisiejszej Białorusi. Dzieciństwo spędził już w Nowej Soli. - Grzecznym chłopcem nie byłem. Wychowała mnie ulica - śmieje się dziś. Uczeń Na początku uczył się średnio, jak sam mówi „na trójach”. Później wziął się jednak ostro do pracy. Po skończeniu szkoły średniej wyjechał do Warszawy, studiował na politechnice. Dorywczo dorabiał, był statystą w „Człowieku z żelaza” Wajdy, mył też okna w siedzibie Telewizji Polskiej. Biznesmen Od 1985 r. pracował jako asystent w Ośrodku Badawczo-Rozwojowym w Zielonej Górze. Później założył własną firmę. W latach 1986–2002 sprzedawał komputery pod marką Vadim. - Zatrudniałem kilkadziesiąt osób. Swego czasu była to największa firma informatyczna w województwie, dostałem w tamtym czasie mnóstwo nagród - opowiada po latach. Później firma przestała jednak przynosić dochody, ostatecznie ją sprzedał. Prezydent Prezydentem jest od 2002 r. Ostatnie wybory wygrał, uzyskując 86 proc. głosów. Polityk Członkiem Zarządu Nowoczesnej jest od kilku tygodni. Oficjalnie wstąpił do partii. Rolnik Kupił z żoną ziemię i domek na wsi. Spędzają tam każdą wolną chwilę.
grudzień grudzień tak mówią o nim ludzie