Dzięki Karolinie @karooo_life, bo tak ma na imię nasza bohaterka, będziemy miały okazję dowiedzieć się, jak wygląda jej praca na wyspie. Spytamy o różnice, jeśli w ogóle takie są… a zatem: Hola a todos! Usiądźcie wygodnie, opowiemy z Karoliną jak się żyje kosmetyczce na Teneryfie.
„Byłam na Teneryfie miedzy 7-14 maja pogoda byla przepiekna jakies 27 stopni nie porównujcie do Polski !!! … inny klimat … bez duchoty, ostre slonce wrocilam do domu spalona … w jednym ze sklepow spotkalam polke ktora tam mieszka i mi opwiadala, ze tak pogoda jak w maju jest od stycznia i ze na teneryfie deszcz pada 2 razy w roku… wiec jak ktos sie natnie na ten deszcz to ma
Los Gigantes na Teneryfie - spędziliśmy w tej miejscowości tydzień. Zobacz co można tam robić :)Zachęcamy do subskrypcji naszego kanału:https://www.youtube.c
Najprostszym i najszybszym sposobem, aby dostać się na Teneryfę jest lot samolotem. Niektórzy, jak np. Przemek Skokowski, w swojej książce „Autostopem przez Atlantyk i Amerykę Południową” opisuje wyprawę jachtostopem z Gibraltaru na Teneryfę. To wersja dla kogoś, kto ma dużo czasu i jest odporny na chorobę morską.
Wady i Zalety - Love Explore. Życie na Teneryfie. Wady i Zalety. Teneryfa to wyspa spełniania marzeń. Jest tu wszystko, co potrzebne do szczęścia Plusów życia na Teneryfie jest bardzo dużo, o czym często wspominaliśmy w naszych filmach na kanale YouTube. Natomiast tu wymienimy najistotniejsze wady i zalety życia na Teneryfie.
Czas na Teneryfie jest bardzo przyjemny. Jest to wyspa położona na Oceanie Atlantyckim, która należy do archipelagu Wysp Kanaryjskich. Teneryfa jest słynna z pięknych plaż, gorącego klimatu i wspaniałej przyrody. Średnia temperatura w ciągu roku wynosi około 22°C, a słońce świeci tu przez cały rok. Dzięki temu można cieszyć się pięknem tego miejsca przez cały rok. Jak
.
Teneryfa (hiszp. Tenerife) Więcej informacji na temat Wysp Kanaryjskich (ceny, bezpieczeństwo etc.) znajdziesz na poprzedniej stronie. Teneryfa jest największą wyspą archipelagu Wysp Kanaryjskich. To najgęściej zaludniona wyspa Hiszpanii, z najwyższą górą Hiszpanii – Teide 3718 Panuje tu przyjazny klimat z dużą liczbą słonecznych dni i ze średnią temperaturą 20° - 22°C zimą i 26° - 28°C latem. Niosące wilgoć wiatry i chłodne prądy oceanu wpływają łagodząco na temperaturę, ale także generują czasami chmury, głównie po północnej i północno-wschodniej stronie wyspy. Wiatry, prądy i ukształtowanie terenu powodują, że pomiędzy różnymi obszarami wyspy, nawet nieodległymi, mogą w tym samym czasie wystąpić spore różnice pogodowe. Dojazd Na Teneryfie ruch pasażerski obsługują 2 lotniska: południowe - Aeropuerto de Tenerife Sur i północne - Aeropuerto de Tenerife Norte. Główne porty obsługują ruch promowy. Historia Najstarsze odkryte siedlisko ludzkie na wyspie pochodzi z roku ok. 200 Mieszkańcy - Guanczowie, prowadzili dość proste życie. Z opisów pierwszych odkrywców wynika, że narzędzia i stroje lokalnej ludności przypomniały okres epoki kamiennej. Na długo przed konkwistą Teneryfa była królestwem, rządzonym przez jednego władcę z Adeje, na południu. Po śmierci Tinerfe el Grande jego dzieci, nie mogąc dojść do porozumienia, podzieliły wyspę na 9 małych królestw. W kwietniu 1494 r. Alonso Fernández de Lugo rozpoczął podbój wyspy. Połowa królestw Teneryfy szybko uległa, druga połowa walczyła z najeźdźcami aż do końca roku, poddając się Koronie Kastylijskiej 25 grudnia. Wielu Guanczów uczyniono niewolnikami, wielu zginęło od chorób przywleczonych na wyspę. W ciągu kolejnego stulecia silna kolonizacja i imigracja z innych obszarów Imperium, zmarginalizowała dawną kulturę. Rosnąca populacja przyczyniła się do wycięcia lasów pod nowe uprawy. Pojawiły się na Teneryfie plantacje trzciny cukrowej, potem winorośli, bananów etc. Przez wiele lat była Teneryfa miejscem tranzytowym dla wypraw kolonizujących Nowy Świat. Wielu też jej mieszkańców emigrowało w poszukiwaniu lepszego życia. Wyspa była obiektem ataków piratów, a także w 1797 r. Brytyjczyków pod wodzą Admirała Nelsona, który tu stracił swoją prawą rękę. W okresie 1833 – 1927 Santa Cruz de Tenerife była stolicą całego Archipelagu. W 1927 r. "podzielono" stolicę Wysp Kanaryjskich i funkcję tę sprawują wspólnie Santa Cruz de Tenerife oraz Las Palmas de Gran Canaria. W okresie dyktatury Franco, w wyniku prześladowań i biedy, wielu mieszkańców wyemigrowało do krajów Ameryki Łacińskiej. Pochodzenie wyspy sugeruje pytanie, czy są tam aktywne wulkany. Obecnie nie ma. Zapisy historyczne wymieniają erupcji w XVIII w. (największa w 1706 r. pogrzebała Garachico). Ostatnia erupcja miała miejsce w 1909 r. Co ciekawego można zobaczyć Mieszkaliśmy na Teneryfie w Playa de las Americas, na południowym skraju wyspy. Plaże w pobliżu naszego miasta były ciemne, z szaro-brązowym piaskiem. W słoneczny dzień jest on strasznie gorący. Trudno przejść gołą stopą, potrzebne są klapki kąpielowe. Z kolei na skalistym brzegu można obserwować małe kraby. Dość zaskakujący dla nas był widok zaśmieconych ulic. Sytuacja, gdy ktoś, idąc ulicą wyjmuje ostatniego papierosa z pudełka i wyrzuca to pudełko na chodnik, zamiast do pobliskiego śmietnika była znamienna. W okolicach McDonald's na ziemi walały się podeptane kubki po napojach. W nocy służby miejskie musiały usuwać sterty śmieci z ulic. Ciekawe, czy to turyści z dala od domu nagle w ten sposób musieli odreagować? Nocą życie w Las Americas rozkwitało. Głośna muzyka w pobliskich barach i restauracjach, krzyki młodych ludzi były zwykłym objawem dobrej zabawy. Niedaleko znajduje się port Los Cristianos, z którego płyną promy pasażersko-samochodowe np. na La Gomerę. Możecie odwiedzić Aquapark "Aqualand Costa Adeje" przy Avenida Austria 15, w Adeje – można się tu kąpać, ale i także oglądać występ delfinów. Tresura delfinów dała efekty i program był dość ciekawy. Samo miejsce ma wiele wodnych atrakcji, basenów, zjeżdżalni - większych, mniejszych etc. W sezonie bywa tu tłoczno, a najcenniejszym zasobem są leżaki przy parasolu, który daje cień. Czynne jest od 10:00 do 17:00, a w lipcu i sierpniu do 18:00, pokaz delfinów o 15:30, a w lipcu i sierpniu 12:45-13:30. Bilet wstępu (park + pokaz) normalny kosztuje 22,50 €, a dzieci w zależności od wzrostu płacą mniej - 16 € lub 8 €. Przy zakupie online jest taniej, np. bilet normalny kosztuje 20 €. Jest też niedaleko Aqualandu inny, otwarty w 2008 r. park wodny - Siam Park, trochę w stylu azjatyckiej (tajskiej) laguny. Jedną z atrakcji jest wielka sztuczna fala, na której można surfować. Otwarte latem od 10:00 do 18:00. Bilet wstępu normalny 33 €, a dzieci 3-11 lat 22 €, bilet łączony ze wstępem do Loro Parque (Twin ticket) ceny odpowiednio 56 € i 37,50 €. Oba powyższe parki znajdują się niedaleko Las Americas. Od oceanu oddziela je autostrada TF-1, są po jej wewnętrznej stronie. Jest na wyspie kilka plaż oceanicznych z jasnym piaskiem. W większości są sztuczne. Nieco na północ od Santa Cruz de Tenerife jest chyba najbardziej znana taka plaża Playa de las Teresitas, ponoć piasek przywieziono tu z Sahary. Park Narodowy Teide (hiszp. Parque Nacional del Teide) Park wpisany jest na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Usytuowany jest, jak i sam masyw Teide, mniej więcej w centrum Teneryfy. Dojazd umożliwiają drogi prowadzące z różnych części wyspy: TF-21 z północy (La Orotava) oraz z południa (np. Las Americas poprzez TF-51) TF-24 z północnego-wschodu, wzdłuż grani (z La Laguna i Santa Cruz) TF-38 z zachodu My próbowaliśmy... wszystkich tych dróg. Mają nieco inną specyfikę, zapewniają inne widoki. Generalnie są górskie i kręte – na masyw jakoś trzeba się wspiąć. Jeśli macie szansę wybrać się na Teide więcej niż raz, wybierzcie różne szlaki dojazdowe. Na szczyt Teide wjeżdża kolejka linowa. Można podjechać autem i zostawić je na parkingu przy dolnej stacji. Sam szczyt jest zamknięty dla turystów. Można tam wejść tylko ze specjalnym zezwoleniem. Z górnej stacji można jeszcze podejść kawałek do góry. Są dostępne dwie opcje, na prawo jest punkt widokowy Mirador de la Fortaleza z szeroką panoramą także północnej części wyspy, a na lewo Mirador del Pico Viejo, z widokiem na niższy krater wulkanu. Środek Teneryfy to wielki płaskowyż, a właściwie wielka kaldera wulkaniczna (Las Cañadas del Teide) ze stożkiem Teide wystającym pośrodku. Widoki z Teide są niesamowite – widać kształt Teneryfy, w oddali majaczą Gran Canaria, La Gomera i La Palma. Po północnej stronie wyspy częściej zbierają się chmury - gdzieś tam w dole biała kołdra pokrywa północne brzegi... Rozpościerający się poniżej szczytu płaskowyż, to dość niesamowity księżycowy krajobraz wulkaniczny. Wszystko to robi duże wrażenie. Warto tu przyjechać. Ciekawostką jest fakt, iż zimą Pico del Teide pokryty jest śniegiem. Kolejka kursuje z dolnej stacji (La Rambleta, 2356 od 09:00 do godz. 16:00 – ostatni wjazd na górę (poziom 3555 Ostatni zjazd z góry o 16:50. W warunkach złej pogody, silnych wiatrów kolejka może zostać zatrzymana. Koszt biletu normalnego to 25 €, dzieci (poniżej 14 lat) 12,50 €. Bilet w jedną stronę 12,50 € i 8 €. Przy zakupach przez Internet zauważyłem, że kupując bilety na przejazd poranny, tj. 09:00-10:00 są one chyba tańsze. Uwaga - proszę, nie wybierajcie się tam w szpilkach! Wygodne, sportowe obuwie zapewni bezpieczeństwo, tak jak i krem z filtrem UV. Dodatkowo pamiętajcie o wysokości. Jeśli ktoś ma problemy z oddychaniem, czy z sercem, niech nie ryzykuje. Link do strony operatora kolejki na Teide (j. ang.). Baza Teide, czyli płaskowyż to właściwie pustynia. Gdzieniegdzie widać lawę, z samego krateru spływają jęzory lawy, ale generalnie to skały i rumosz kamienny oraz żwir. Kolory dominujące to brązy i beże. Zieleni mało. Roślinność jest tu uboga, trochę traw, jakieś krzaki. Mimo, że jest tu dość wysoko i wiatr wieje, to jednak w dzień jest bardzo gorąco. Nieco niżej pojawiają się lasy iglaste, które szczególnie na północnych stokach (wilgoć) są momentami nawet dość gęste. Pełno tu jaszczurek, to ich królestwo. Niektóre są małe jak nasze "zwinki", ale więcej jest takich nieco większych, tak ze 2 razy większych niż "zwinki". Są szaro-brązowe i pomykają po skałach i kamieniach. Są na płaskowyżu wytyczone szlaki turystyczne. Jednym z nich się wybraliśmy na pieszą wędrówkę po pustyni. Ale musieliśmy się poddać, gdy szlak zniknął. Dwa razy wracaliśmy w to samo miejsce i nie mogliśmy znaleźć dalszego oznakowania. Generalnie jego jakość pozostawiała wiele do życzenia. Hiszpańskie znakowanie tras nie przypomina tego w Polsce. Wiele mogą się od nas nauczyć. Ten kto znakował nasz szlak chyba w którymś momencie stwierdził mañana i dał sobie spokój... Wybierając się do parku Teide pamiętajcie, że panuje tu nieco inny klimat niż na brzegu wyspy. Latem w dzień jest bardzo gorąco, wieczorem temperatura gwałtownie spada. Trzeba być więc przygotowanym na to, a także pamiętać o obuwiu sportowym i butelce wody. Północno-wschodni kraniec wyspy Wybraliśmy się także na wycieczkę autem na północno-wschodni kraniec wyspy. Jest tam bardziej dziko, pustawo. Na grani głównego grzbietu rosną lasy zasilane mgłą, para skrapla się na drzewach i spływa po gałęziach. Na drzewach widać porosty. Na grani solidnie wiało i tu gorąco nie było. Bez sweterka byłoby kiepsko. Jechaliśmy jak najdalej się dało, na koniec półwyspu, aż nam się droga skończyła. Trzeba przyznać, że momentami mieliśmy kłopoty, bo oznakowanie dróg na Teneryfie było tak kiepskie jak oznakowanie szlaków turystycznych. Drogi tu wąskie i kręte, trzeba zachować czujność. Warto przystanąć w El Bailadero (droga TF-123, dojazd TF-12) widać obie strony wyspy, oba brzegi – północny i południowy, a widok z Mirador del Bailadero na Tagananę naprawdę jest ciekawy, strome góry, kręte drogi, w oddali ocean. Miejscowości na północy wyspy Możecie się przespacerować uliczkami Icod de Los Vinos. Zobaczycie tu wielki fikus, a przede wszystkim słynne smocze drzewo, które ma podobno 1000 lat, a rośnie tylko tu – na Wyspach Kanaryjskich. Obok stoi palma, razem to para z legend, zamieniona w drzewa. El Garachico to małe, sympatyczne miasteczko zniszczone w dużym stopniu (szczególnie port) przez wulkaniczną lawę na pocz. XVIII w. Jednak wydaje się, że zachowało swój charakter. Nie ma tu piaszczystych plaż, tylko wulkaniczne bryły, tworzące brzeg morski. W centrum, przy głównym placu zobaczycie charakterystyczny biały kościół. Wygląda jak meksykańskie kościoły z małych miasteczek na filmach. Wydaje się być klasycznym przykładem architektury kolonialnej Hiszpanii. To bardzo różni Garachico od kurortów stworzonych dla turystów (jak np. Las Americas). Park zoologiczny i botaniczny – Loro Parque Loro Parque znajduje się na północy wyspy, w Puerto de la Cruz. Dojazd jest oznakowany. Wejście do parku tworzą charakterystyczne budynki wykonano we wschodnim (tajskim) stylu, z uwagi na zainteresowanie się tym miejscem tajskiej rodziny królewskiej. Przy wejściu zbudowano sadzawki z kolorowymi karpiami Koi. Jest tu także tajska wieś. Oglądać można przedstawienia – np. tresurę lwów morskich. Inteligentne i sympatyczne zwierzaki, dobrze wytresowane, fajny spektakl. Jeśli usiądziecie blisko basenu, macie szansę być zmoczeni. Są w parku także pokazy tresury delfinów, orek, papug etc. Jest na co popatrzeć. Ważne, aby po wejściu do parku sprawdzić czasy przedstawień, żeby sobie rozplanować zwiedzanie i oglądanie – zorganizowanych jest bowiem po kilka sesji w ciągu dnia. Sprawdźcie ewentualnie stronę z informacjami o czasach przedstawień. Wiele gatunków ryb i stworzeń morskich można zobaczyć w sporych akwariach, ale główne akwarium jest ciekawie zbudowane. Pod basenem jest przeszklony korytarz i idąc pod wodą widzi się płynące wokół i powyżej ryby, szczególną uwagę zwracają spore rekiny. Bestie podpływają blisko - robi to wrażenie. Pod kopułą Naturavisión wyświetlane są filmy przyrodnicze. Zobaczycie w parku także wiele ciekawych roślin, pięknych kwiatów. Loro Park jest otwarty od 08:30 do 18:45 (ostatnie wejście 16:00). Bilet wstępu normalny 33 €, a dzieci 6-11 lat 22 €, poniżej 6 lat za darmo. Bilet łączony ze wstępem do Siam Park (Twin ticket) ceny odpowiednio 56 € i 37,50 €. Lepiej przyjechać do Loro Parque wcześniej i zarezerwować sobie trochę czasu na te wszystkie atrakcje. Inne atrakcje Droga do Maski (hiszp. Masca) jest znana wśród "wtajemniczonych" turystów. To kręta droga TF-436 w górach, na północno-zachodnim skraju wyspy, pomiędzy miasteczkami Buenavista del Norte, a Santiago del Teide, bliżej tego ostatniego. Jest wąska, serpentyny momentami są bardzo ciasne – to praktycznie zawroty. Prawie trzeba się zatrzymać i ruszyć na 1-nce, aby wykonać skręt. W niektórych miejscach widoczność jest na tyle słaba, że trzeba zatrąbić, by kogoś nie zahaczyć. Sama wioska położona jest na stromych zboczach, domy pobudowane są na tarasach. Ponad doliną wznoszą się strome skalne ściany. Jest tu raczej sucho, wśród roślin wyróżniają się palmy i agawy. Widoki w Masca i ze szczytów ponad doliną są interesujące. Jakiś turysta nam opowiadał, że jazda rozsypującą się drogą była tak emocjonująca, że koszula pękła mu na plecach. Nam odzież wytrzymała. Może dlatego, iż ostatnio drogę nieco poprawili, asfalt trzymał się kupy. Ale jazda była emocjonująca. Historyczne centrum San Cristóbal de La Laguna (miasto zwane też La Laguna) znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Byliśmy w La Laguna, ale nie zrobiło to miasto na nas jakiegoś szczególnego wrażenia. Może dlatego, że jest duże i mniejsze miasteczka (jak np. Garachico) w większym stopniu zachowały swój pierwotny, malowniczy charakter. Wyprawa łódką na wieloryby była średnio udana. Jakieś walenie zobaczyliśmy, ale nie były to wielkie wieloryby, jakie oglądamy w telewizji. Jakieś takie małe były, bardziej przypominały delfiny. Przez przezroczyste dno łodzi można było popatrzeć na nie pod wodą. Nawet fajne, ale pod pokładem było okrutnie gorąco i duszno, a na pokładzie wcale nie było lepiej. Wiało solidnie, fala była spora, a łódka mała, kołysało więc mocno, o chorobę morską była bardzo łatwo. Wrażenia, więc pozostały takie sobie... Miło wspominamy wieczorne spacery nad brzegiem morza. Było ciepło, wiatr zazwyczaj się uspokajał, zachodzące słońce oświetlało złotym blaskiem wodę i brzeg. Na tym tle rysowały się ciemne sylwetki palm – wręcz trzeba było się przejść. Z Teneryfy warto wybrać się na wycieczkę na La Gomerę, płynie się tam promem i potem objeżdża wyspę autobusem.
31 grudnia, czyli koniec roku. W Polsce wreszcie spadł pierwszy śnieg, a my rozgrzewamy się pod dubajskim słońcem i palmami. Nie bez powodu wybraliśmy przełom roku na wizytę w Emiratach. Bilety trafiały się w różnych terminach, ale gdy zobaczyliśmy bilety w terminie sylwestrowym nie wahaliśmy się nawet przez chwilę. Mimo, że Sylwester nie jest dla nas jakimś wyjątkowym dniem w roku, to stwierdziliśmy, że warto. Skoro Lewandowscy mogą, to dlaczego nie my? 😉 Przyznajcie, kto z Was nie zastanawiał się kiedyś jak wygląda sylwester w Dubaju? DZIEŃ JAK CO DZIEŃ Wydaje się, że dzień jak co dzień, bez większego rozmachu. O ile czemukolwiek w Dubaju można zarzucić brak rozmachu. Ludzie leniwie snują się po ulicach, nie widać w sklepach sylwestrowych zakupów. W Polsce w Sylwestra, już koło południa sklepowe półki są wymiecione i każdy wychodzący klient ma w koszyku wódkę i ruski szampan igristoje. Do tego oczywiście chipsy. Babskie sieciówki przechodzą ostatnie oblężenie, gdyż spóźnialskie panie wyszukują jeszcze błyszczące kreacje. W Dubaju jest spokój. W centrum handlowym nie ma tłumów, a co najwyżej ludzie kłębią się koło stoku narciarskiego wykorzystując wolną sobotę. Wybierasz się do Dubaju i szukasz odpowiedzi na wiele pytań? Zajrzyj do naszego postu ze zbiorem praktycznych informacji, które warto znać ! Sylwestrowe południe spędziliśmy jadąc na fenomenalną Palm Jumeirah i spacerując w okolicach Atlantisa. Tam też nie było widać żadnych sylwestrowych przygotowań. Gdy wybraliśmy się na zachód słońca pod Burj al Arab zauzważyliśmy wreszcie coś innego. Było ok godz. 18 i zaczęły zbierać się rodziny z dziećmi, znoszące na plaże jedzenie, koce, nawet namioty. Na plaży powstawały pikniki. Usiedliśmy spokojnie rozkoszując się zachodzącym słońce i planując resztę nocy. Największy Sylwester oczywiście odbywał się pod Burj Khalifa, ale odpuścilismy sobie tę myśl, gdyż naszym marzeniem nie było stanie od 15:00 w Dubai Mall i pilnując miejsca, aż do północy, by zobaczyć kilkunastominutowy pokaz fajerwerek. A z drugiej strony myśl o spędzeniu sylwestrowej nocy na ciepłej plaży była niezwykle kusząca. Ruszyliśmy w stronę hotelu, by się trochę ogarnąć i wrócić na plażę Um Sequin powitać Nowy Rok pod Burj Al Arab Piknik na plaży pod Burj Al Arab, w tle Burj Khalifa Trasa z hotelu z powrotem na plaże wydawała się nie mieć końca. Dubaj się zakorkował i autobus co kawałek stawał w gigantycznym korku. Przez myśl mi przeszło, że nie dojedziemy do północy, mimo, że była dopiero 21:00. Kolejne zaskoczenie – w autobusie pełnym ludzi, były tylko dwie kobiety – ja oraz inna turystyka. To smutne, że emiratyjczycy taki dzień spędzają osobno, bez swoich drugich połówek. Po półtorej godziny wreszcie dojechaliśmy na plażę. Po drodze zahaczyliśmy o sklep spożywyczym, gdzie łudziłam się, że będzie można chociaż kupić szampana. Oczywiście skończyło się na piwie bezalkoholowym 😉 Na plaży pod Burj Al Arab było tłoczno, ludzie śpiewali, tańczyli, cieszyli się. W oczekiwaniu na północ Chwilę przed północą atmosfera zrobiła się gorąca. Ludzie patrzyli wyczekująco na żagiel, co chwilę obracając się w stronę widzianej w oddali Burj Khalifa. Wybiła północy, wszyscy zaczęli się cieszyć i krzyczeć Happy New Year. Fajerwerki z Burj Al Arab wystrzeliwały tworząc piękną kolorową iluminację. Niesamowity spektakl świateł i trzeba przyznać, że Sylwster w Dubaju wygląda na prawdę imponująco! Pokaz trwał około 15 minut, w międzyczasie mimo odległości można było spojrzeć na Burj Khalifa, z którego na wszystkie strony wystrzeliwały fajerwerki. Atlantis też pokazał co potrafi tworząc fajerwerkowe widowisko. Tego nie da się opisać! Sylwester w Dubaju trzeba zobaczyć na własne oczy! Powitanie Nowego Roku w okolicach Burj Khalifa: Nie wiem czy wiecie, ale w 2014 roku Dubaj trafił do Księgi Rekordów Guinnessa dzięki największemu pokazowi fajerwerków wszech czasów. Cały show zaprojektował amerykański artysta-pirotechnik Phil Grucci, któremu 10 miesięcy zajęło zaplanowanie sześciominutowego pokazu, który rozświetlił efekciarski 160-piętrowy drapacz chmur Burj Kalifa, a przy okazji też 58 kilometrów perłowej plaży. SYLWESTER BEZ ALKOHOLU? Wyobrażacie sobie bezalkoholowego Sylwestra? W Dubaju z racji tego, że prawo szariatu nie pozwala na sprzedaż alkoholu w miejscach publicznych również ten dzień był bezalkoholowy. Ludzie bawili się na plaży bez procentów i wyglądali na zadowolonych. To taka miła odwrotność wobec tego co widzimy w Polsce. Bez porozbijanych butelek, pijanych i zataczających się ludzi, bez pryskania szampanem. Byliśmy na prawdę zaskoczeni, że było tak zwyczajnie i…kulturalnie. Problem pojawił się gdy chcieliśmy wrócić do hotelu. Ulice był tak zakorkowane, że stały się całkiem nieprzejezdne i spędziliśmy urocze 4h czekając najpierw na autobus, który miał pojechać, później poddaliśmy się wiedząc, że nie ma szans na powrót i pewnie będziemy musieli czekać do rana. W Dubaju taksówki są wszędzie, a w tę noc nie można było złapać żadnej! W końcu po kilku godzinach czekania udało mi się złapać Ubera i dowiózł nas spokojnie do hotelu przejeżdżając głównymi ulicami i pokazując nam zachwycający nocy widok. Spędziliście kiedyś Sylwestra w jakimś niesamowitym miejscu? Myśleliście o tym, by spędzić Sylwester w Dubaju?
Teneryfa to największa z Wysp Kanaryjskich. Miejsce chyba najcześciej wybierane na zimowe wakacje w ciepłych krajach. Jej asfalty zostały wielokrotnie zjeżdżone wzdłuż i wszerz przez przygotowujących się do sezonu prosów i zaawansowanych amatorów. W internetach napisano o Teneryfie chyba już wszystko. Mimo to postanowiliśmy tam polecieć i najpierw objechać wyspę po swojemu, a potem ją po swojemu opisać. Objazd przez moją chorobę wyszedł nam średnio, ale swoje trzy grosze o Teneryfie wrzucam. Na końcu wpisu znajdziesz naszą roboczą mapę z zaznaczonymi trasami, noclegami i kempingami, o których wspominam w artykule. Dlaczego Teneryfa? A dlaczego nie? Jest blisko, niedrogo, zachodnioeuropejsko, przewidywalnie, ciepło, całkiem ładnie i widokowo. Szukając miejsca na łatwe i szybkie odreagowanie ponurych jesienno-zimowych miesięcy w Polsce, Wyspy Kanaryjskie wydają się być cały czas najlepszym wyborem. Nie trzeba kombinować z podróżą, trasami, noclegami. Zaplanowanie wyjazdu to kwestia jednego wieczoru. To tak, jak z jedzeniem w McDonaldzie. Dwa razy 2forU i jesteś całkiem ukontentowany bez zbędnych kombinacji. A od czasu do czasu taki rowerowy hamburger nie zaszkodzi. Jaki rower? Działający :) A tak poważniej, na Teneryfie chyba najlepiej jeździ się na szosie, w drugiej kolejności brałabym rower mtb/enduro, na końcu gravela. My przewrotnie wzięliśmy właśnie gravele. Szos nie mamy, od mtb odpoczywamy, a gravele najlepiej sprawdzają nam się w bikepackingach, które sobie wymyśliliśmy. Lecąc na Teneryfę można też nie brać ze sobą roweru wcale. Na miejscu bez problemu go wypożyczymy, a cena za tydzień wypożyczenia w dużym stopniu pokryje się z kosztami oraz ryzykiem przewozu roweru samolotem. Do najpopularniejszych miejsc, gdzie znajdziemy świeże zazwyczaj pachnące nowością maszyny należą Free Motion oraz Bike Point Jak przewieźć przelecieć(???) przetransportować rower samolotem? Najlepiej w specjalnej walizce (o czym planuję napisać tutaj) lub też w wersji ekonomiczniej w zwykłym kartonie. Wbrew pozorom nie jest to takie złe rozwiązanie. Kiedy lecieć? Pogoda. Niewątpliwym plusem Teneryfy jest pogoda. Tam zawsze świeci słońce i jest (jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało) jasno. Ledwo wyjdziesz z samolotu, a już czujesz setki tysięcy fotonów naparzających na twoją skórę. Witamina D produkuje się w ekspresowym tempie, hormony się regulują i czujesz się zwyczajnie szczęśliwy. Na początku trochę obawiałam się grudniowej pogody na Teneryfie, w końcu to najbardziej deszczowy miesiąc w roku na tej wyspie. Dotychczas na Kanary lataliśmy w listopadzie i na wiosnę. Na szczęście moje obawy okazały się zupełnie bezpodstawne. Temperatury rzędu 24-28 stopni a woda w oceanie cieplejsza niż latem w Bałtyku. Wakacje w środku zimy. No może nie licząc temperatur w górach, na wysokościach. Tu trzeba liczyć się z dużymi różnicami. Matematyki i przyrody nie oszukasz. Co 100 metrów w pionie temperatura obniża się o 1 stopień. Więc sam oblicz sobie, ile będzie wynosić temperatura, gdy znad oceanu 0 metrów gdzie jest 28 stopni wjedziesz pod Teide na wysokość 2300 m (odpowiedzi piszcie w komentarzach). Wracając do konkretów na Teneryfę można lecieć zawsze. Nooo, prawie zawsze, czyli jesienią, zimą i wiosną. Latem lepiej się wstrzymać. Chyba, że naprawdę lubisz słońce i upały. Ubrania Z pogodą nierozerwalnie związana jest garderoba, jaką trzeba ze sobą zabrać na wyjazd. Wybierając się na Teneryfę w miesiącach zimowych poza krótkimi rękawkami trzeba mieć ze sobą cieplejsze rzeczy. W górach potrafi być naprawdę zimno. Nie zapomnijcie o rękawkach, nogawkach, buffach, czapeczce lub opasce pod kask, wiatrówce. Dobrym pomysłem okaże się kamizelka puchowa (od kiedy ją mam, biorę prawie wszędzie). Jeśli tak jak my, wybieracie się pojeździć bardziej turystycznie i planujecie biwakować, tym bardziej trzeba mieć ze sobą ciepłą bieliznę termiczną i konkretniejszą kurtkę przeciwdeszczową (niby podczas wyjazdu nam nie padało, ale przezorny zawsze ubezpieczony). W bagażu mimo wszystko powinien znaleźć się strój kąpielowy. Kąpiel w oceanie to bezapelacyjna konieczność. Teneryfa – loty W dobie tanich linii lotniczych, lotnisk znajdujących się w każdym większym mieście w Polsce, oraz wyszukiwarek z tanimi lotami, zakupienie biletu w korzystnej cenie raczej nie stanowi problemu (no chyba, że chcesz lecieć w sylwestra). My lecieliśmy Ryanerem z Krakowa, ale pod uwagę brany był też Wizzair w Katowic-Pyrzowic. Nie chcieliśmy przesiadek, wyjazd wymyśliliśmy dość spontanicznie i na ostatnią minutę, więc specjalnie nie kombinowaliśmy. Komu blisko do Warszawy ma do wyboru jeszcze innych operatorów. Ceny bywają różne. Początkowo planowaliśmy polecieć na urlop w okresie noworocznym. Niestety ceny skutecznie nas do tego zniechęciły. Tydzień później, mimo iż dalej dość drogo, bilety kosztowały już 1000 zł mniej za osobę w dwie strony. Transport roweru w samolocie u każdego przewoźnika wygląda inaczej. W przypadku Ryanaira nie jest zbyt korzystnie, bo to koszt 280 zł w jedną stronę. Lepiej wychodzi tu Wizzair. Ale warto wiedzieć, że są i firmy, w których walizkę z rowerem zabierzesz jako normalny bagaż w cenie lotu. Teneryfa – noclegi Ogarnięcie noclegów na Teneryfie raczej nie stanowi problemu. Bez względu na to, jak bardzo jesteś wymagający lub jak niewiele potrzeba Ci do szczęścia, na pewno znajdziesz tu coś dla siebie. Hotele, hostele, Air B&B i co ciekawe i czego wiele osób nie wie – kempingi. To właśnie obecność darmowych i ogólnodostępnych kempingów sprawiła, że zdecydowaliśmy się polecieć na Teneryfę, która do tej pory w większości kojarzyła się z dobrym miejscem na obóz treningowy, podczas którego logujesz się w hotelu lub jakimś apartamencie i codziennie nabijasz szosowe kilometry robiąc zimową bazę. My chcieliśmy trochę więcej przygody i przyrody. Bikepacking na Teneryfie? A dlaczego nie? Ograniczenia są w naszych głowach. A jazda z tobołkami jest fajna wszędzie. Kempingi na Teneryfie są fajne, bo są darmowe, zazwyczaj mają kibelki (my sprawdziliśmy trzy i we wszystkich była odpowiednia infrastruktura), dostęp do wody i często ulokowane są w całkiem urokliwych i sensownych miejscach np. osłoniętych przed wiatrem. Jedyne na co trzeba zwrócić uwagę, to fakt iż większość z nich znajduje się na wysokościach powyżej 1000 m przez co w miesiącach zimowych temperatura w nocy może spaść nawet do 0˚C. Trzeba więc mieć ze sobą ciepły śpiworek, odpowiednie ciuchy i sprzęt biwakowy. Dygresja przy okazji sprzętu biwakowego. Jedną z wyjazdowych wpadek był gazowy kartusz, który potrzebny był nam do przyrządzania posiłków na noclegu. Niestety w samolocie nie można przewozić butli gazowych. Plan był więc taki, że kupimy kartusz już na Teneryfie. Niestety na wyspie okazało się, że i owszem butle z gazem mają, ale nie w takim standardzie jak nasze – z gwintem. Na cały okres wyjazdu zostaliśmy więc bez możliwości zrobienia sobie kawy, herbaty, czy czegoś ciepłego do jedzenia. Wracając jednak do noclegów. Strona na której znajdują się wszystkie namiary na darmowe kempingi na Teneryfie – Wystarczy tylko zarezerwować sobie miejsce i można spokojnie rozbijać się na noc. Kemping Chio. Tu miejsce piknikowe, w oddali biwakowe. Nie mam pojęcia gdzie jest reszta zdjęć :( Ceny i jedzenie Na Teneryfie, jak w większości europejskich destynacji płacimy w Euro. W związku z tym ceny oczywiście są wyższe niż w Polsce, ale nie jest to jakaś kosmiczna różnica. W większych miejscowościach są normalne supermarkety, w mniejszych sklepiki spożywcze jak u nas. Niestety w przypadku tych drugich z godzinami otwarcia bywa różnie, o czym zresztą przekonaliśmy się pierwszego dnia. Generalnie jednak z robieniem zakupów nie ma większych problemów. Z dostępnością do wody też (mimo wszystko dwa bidony trzeba mieć obowiązkowo). woda – 0,45 € coca-cola 0,5 litra – 0,99 € bułka – 0,4 € czekolada Ritter Sport – 1,45 € batoniki czekoladowe – 1 € W knajpkach i restauracjach też jest przystępnie. Będąc na Kanarach koniecznie spróbujcie tutejszych tradycyjnych ziemniaczków Papas Arrugadas oraz owoców morza. Dla rządnych wrażeń polecamy ostre papryczki Pimientos de Padron. W kawiarni koniecznie zamówcie kawę cortado leche y leche lub słynna Barraquito z likierem. lody dwa smaki- 2,8 € Barraquito – 2,8 paella na 1 osobę – 12 € krewetki z czosnkiem na maśle/oleju – 7,5 € papas arrugadas – 5 € pizza – 7,5 € sałatki – 7 € frytki w McDonald’s – 2€ Teneryfa – trasy, gdzie jeździć? Jak wspominałam już wcześniej, na Teneryfę najlepiej wybrać się rowerem z cienkimi oponami. Jakość tutejszych asfaltów i kultura kierowców sprawia, że nie mam zupełnie żadnych oporów do jazdy po szosie na tej wyspie. Czego oczywiście nie można powiedzieć o takiej samej jeździe w Polsce. Na Teneryfie normą jest, że kierowca czeka aż pokonasz zakręt i będzie mógł bezpiecznie Cię ominąć, klakson używany jest raczej w charakterze sygnalizacyjnym, a nie po to by strąbić „głupiego kolarzyka”. Jeśli wybierasz się na Teneryfę na szybki tygodniowy urlop, jak my, i przy okazji chcesz też jeden lub dwa dni spędzić na plaży wygrzewając stare kości lub trochę pozwiedzać to nie kombinuj i zaplanuj trasy obejmujące trzy poniższe lokalizacje. Jeśli masz więcej czasu, na pewno znajdziesz na wyspie więcej ciekawych smaczków. Masca Valley Dolina Masca to miejsce które przychodziło mi zawsze na myśl jako pierwsze, gdy mowa była o rowerowej Teneryfie. Wszystko to chyba przez Adama, który co rusz wrzuca na swoim instagramowym profilu zdjęcia z tamtąd. Pewnie też dlatego ten kierunek wybraliśmy jako idealny na pierwszy dzień jazdy po Teneryfie. Wiązało się to też z lokalizacją pierwszego kempingu na którym mieliśmy zamiar nocować. Dolinę Masca można „robić” na kilka sposobów. Ale moim zdaniem na pierwszy raz najlepiej jest ułożyć trasę tak, by tą wyjątkowo malowniczą doliną zjechać w dół. W drugiej kolejności można zabrać się za podjechanie tych wszystkich serpentyniastych zakrętów. Masca jest zjawiskowa. Dlaczego uważam, że najpierw lepiej ją zjechać, bo to na zjeździe widzisz te wszystkie zielone wzgórza i kolejne serpentyny czekających Cię zakrętów. My dodatkowo trafiliśmy do Masc’i tuż przed zachodem słońca. Jest sztos. W naszej wersji podjazd zaczęliśmy w Costa Adeje. Przez Guia de Isora, Chio, Tamaimo dotarliśmy do Santiago del Teide, skąd przepuściliśmy ostateczny atak na Mrador Cherfe, skąd potem czekał nas już tylko zjazd. Podjazd na Mascę można też zacząć z Los Giganes przez Tamaimo do Santiago del Teide i tu zadecydować, czy wspiąć się na Mirador Chefre i zjechać Mascą w dół, czy zrobić pętelkę przez El Tanque, Garachico, Buenavista del Norte i Mascę podjechać (choć osobiście uważam, że serpentyny od Garachico też lepiej podjeżdżać niż zjeżdżać). Jeśli masz więcej czasu, warto wypróbować wszystkie warianty i napisać mi w komentarzu, który pasuje Ci najbardziej. Teide Teide to królowa (choć to wulkan, więc może lepiej byłoby napisać król) Teneryfy. Dumnie góruje nad całą wyspą i jest obowiązkowym punktem, który trzeba „zaliczyć” będąc na Teneryfie. Na Teide można podjechać na kilka sposobów. My wypróbowaliśmy dwa. Pierwszy z nich to bardzo delikatnie nachylony (średnie ok. 5%) 50 kilometrowy !!! podjazd od zachodniej strony wyspy. Można go zacząć z Costa Adeje albo Los Gigantes, skąd na szczyt wspinamy się przez Chio, gdzie koniecznie zatrzymujemy się w Barze Parada. Podjazd świetny, dla tych którzy mają nieco słabszą kondycję, albo jak my planują jazdę z tobołkami. Dwa tysiące przewyższenia na 50 kilometrach można robić 4 godziny, ale jest to tak spokojne i delikatne, że do wjechania przez każdego. Jest bardzo ładnie i widokowo, przy okazji przejeżdża się przez obszar Rezerwatu Wulkanu Chinyero, którego ostatnia erupcja miała miejsce w 1909 roku. Wielkie kamienie czarnej lawy, wulkaniczny pył i gruz robią ogromne wrażenie. ProTip: wjeżdżając na Teide z poziomu morza wspinamy się na wysokość 2300 metrów. Pamiętaj, że u góry pogoda może być zupełnie inna niż na dole. Może być zimno, więc warto mieć ze sobą ciepłe rzeczy. Ale, żeby nie było, może też nastąpić inwersja i gdy z dołu chmury przysłaniają Teide, po przebiciu się przez warstwę chmur, możemy znaleźć się u góry w pełnym słońcu z błękitnym niebem nad głową. Druga wersja podjazdu na Teide, którą koniecznie trzeba poznać to podjazd z południa przez San Miguel, Granadillę i Vilaflor. Również przystępne nachylenie i wyjątkowo fotogeniczne zakręty sprawiają, że to jeden z najczęściej wybieranych wariantów podjazdu. Po obowiązkowym przystanku w Vilaflor robi się nieco stromiej, ale kolejne zakręty pokonuje się szybko i płynnie. Najdłuższej wersji podjazdu na Teide, od północy – 64 km – nie sprawdziliśmy. Maciek z Hop Cycling pisał jednak, że jest to najnudniejszy, z podjazdów, więc trzymając się tej wersji nie żałujemy niczego. Jeśli sądzicie, że jest inaczej, dajcie znać w komentarzu ;) Anaga Anaga i tamtejsza „dżungla” była jednym z naszych głównych celów na Teneryfie. Kto śledził Insta Stories ten wie, że wyjazd generalnie średnio nam się potoczył ze względu na moją chorobę (pierwszą od dwóch lat) i do Anagi nie dotarliśmy. Niestety w związku z tym mogę Wam tylko napisać: Anaga – jedźcie tam, bo wszyscy mówią, że warto. A zdjęcia, które można znaleźć w internetach tylko to potwierdzają. Teide – trekkingowo z buta Pod Teide na rowerze możemy wjechać na wysokość 2300 m A co dalej? Przecież szczyt ma 3718 metrów!!! No właśnie. Ponoć nie samym rowerem człowiek żyje. Więc będąc na Teneryfie po prostu trzeba poświęcić jeden dzień i wspiąć się na sam szczyt wyspy. By to zrobić, najlepiej jest wynająć samochód i podjechać sobie pod samo zbocze wulkanu – 2356 m. gdzie znajduje się parking i dolna stacja kolejki Teleferico. Stąd z pomocą wyciągu można dostać się na wysokość 3555 m I tu następuje pewne utrudnienie, bo aby wejść na sam szczyt obejmujący stożek wulkany trzeba mieć oficjalne pozwolenie, które załatwia się kilka tygodni. Wszystkie informacje dotyczące wyciagu i wejścia na Teide znajdziesz tutaj – Na szczeście jest też mniej oficjalna wersja zdobycia szczytu. Można to zrobić bardzo wcześnie rano, albo raczej pod osłoną nocy :), jeszcze przed uruchomieniem wyciągu – 9:00. By to zrobić można skorzystać z noclegu w znajdującym się na zboczu wulkanu schronisku Altavista i przed świtem zdobyć szczyt lub też dzień wcześniej wynająć samochód i wczesnym ranem/późną nocą podjechać pod podnóża Teide na parking hotelu Parador i stamtąd dokonać ataku szczytowego. Link do dokładnej mapy. Wbrew pozorom jest to bardzo często wybierany sposób, bo dzięki temu możemy wybrać dzień z odpowiednią pogodą i nie ryzykować trekingu w beznadziejnych warunkach atmosferycznych. A wschód słońca na wysokości 3718 metrów też podobno robi wrażenie ;) Jako podsumowanie nasza robocza mapka – Teneryfa na rowerze.
W tym rozdziale dowiesz się jak spędza się Sylwestra w Hiszpanii i jak Hiszpanie obchodzą i celebrują Nowy Rok. W języku hiszpańskim Nowy Rok lub Sylwester nosi nazwę "Nochevieja" czyli tłumacząc "Stara Noc".... Sylwestra podobnie jak u nas, obchodzą Hiszpanie na domowych imprezach, w dobrych restauracjach lub lokalach typu kluby nocne lub dyskoteki. Zwykle tuż przed północą wszyscy wychodzą na zewnątrz i obserwują pokazy sztucznych ogni lub występy artystów. Ciekawą tradycją w Hiszpanii jest jedzenie 12 winogron, aby Nowy Rok przyniósł nam szczęście. Tradycja lub legenda pochodzi z czasów, kiedy dawny król Hiszpanii po bardzo obfitych żniwach winogronowych, zdecydował każdemu Hiszpanowi dać kiść winogron na Sylwestra. Najhuczniej obchodzony jest Nowy Rok w Madrycie na Puerta del Sol, centralnym placu w mieście. Tutaj w noc Sylwestrową gromadzą się tysiące ludzi, aby pobawić się, posłuchać muzyki i wspólnie uczcić nadchodzący Nowy Rok. To już wielowiekowa tradycja w Hiszpanii. Ogromna ilość Hiszpanów ogląda to wydarzenie w telewizji. Hiszpanie to bardzo rodzinny naród, zdarza się często iż nawet młodzie ludzie nie idą z rówieśnikami na Sylwestra do momentu wybycia godziny 12 przez zegar. Praktycznie każde miasto w Hiszpanii ma swoją fiestę i uliczne party, hucznie i głośno obchodzone. Jeżeli jesteś akurat w Hiszpanii dobrze będzie jeżeli zabukujesz sobie miejsce w jakimś lokalu lub restauracji. Nie zapominajcie także o butelce cava, hiszpańskiego musującego wina, które koniecznie trzeba zabrać na noworoczną imprezę Sylwestrową. Jeżeli zadecydujesz, iż chcesz spędzić nowy rok w Hiszpanii, zabierz ze sobą grupkę przyjaciół, będzie Ci raźniej podczas tej imprezy. W małych miejscowościach zdarza się, iż lokale i restauracje są zamknięte, gdyż pracownicy i właściciele spędzają Sylwestra z rodzinami. Najlepiej wybrać się na Sylwestra do dużego miasta jak Madryt, Barcelona, Walencja, Alicante czy Sewilla. Tam z pewnością będzie porządna impreza ze sztucznymi ogniami i uliczną hiszpańską fiestą. Zwyczaje Sylwestrowe w Hiszpanii Kolejną interesującą tradycją związaną z obchodzeniem Nowego Roku w Hiszpanii, jest to, iż na zabawę Sylwestrową trzeba włożyć nową bieliznę, najlepiej czerwone majtki. To przyniesie Ci szczęście w nadchodzącym roku. Kiedy zegar na wieży Casa de Correos na Puerta del Sol w Madrycie zaczyna wybijać północ trzeba zacząć zjadać po kolei dwanaście winogron, wraz z dwunastoma uderzeniami zegara. Po tym należy zacząć właściwą imprezę i napić się cava lub szampana, zupełnie jak w każdym innym kraju. Sylwester w Hiszpanii jak zwykle bardzo kolorowo i głośno Po tym odbywają się w Hiszpanii, imprezy zwane cotillones de nochevieja, to od słowa confetti. Przebierańcy, pajace, trefnisie i innego rodzaju uciechy dla starszych i młodszych. Imprezy sylwestrowe zwykle trwają do 6 lub 7 rano następnego dnia. Najlepsze imprezy noworoczne w Hiszpanii odbywają się w hotelach, a w hotelach o najwyższym standardzie imprezy są najlepsze. Może warto też zarezerwować hotel w Hiszpanii na Sylwestra? Może warto poszukać taniego lotu z Polski do Madrytu i spędzić Sylwestra na Puerta del Sol w Madrycie? Opcji spędzenia tego radosnego święta jest tysiące. Jeżeli posiadasz dom lub nieruchomość w Hiszpanii, pewnie wybierzesz się do własnego apartamentu w którym wraz z przyjaciółmi spędzisz Nowy Rok w Hiszpanii. Ulice hiszpańskich miast udekorowane na Sylwestra i Boże Narodzenie Po tak intensywnej nocy, Hiszpanie rano spożywają tradycyjne śniadanie skłądające się z gorącej, płynnej czekolady i churros, czyli słodkiego ciasta pieczonego na oleju. Pyszny, ale niezwykle kaloryczny, hiszpański przysmak, serwowany praktycznie w każdym zakątku Hiszpanii. Sylwester w Madrycie Jak wspomnieliśmy powyżej Madryt to kwintesencja Nowego Roku i zabawy sylwestrowej w Hiszpanii. Tysiące ludzi zbiera się na placu Puerta del Sol w centrum Madrytu. Sprawdź też jak wygląda życie nocne Madrytu. Zegar na wieży Casa de Correos odlicza minuty do nowego roku. Ludzie bawią się, śmieją i tańczą. Hiszpania naprawdę umieją się bawić i to w niezwykle kulturalny sposób. Rzadko dochodzi do bójek i przepychanek. Nie widać pijaków na ulicach i wszyscy doskonale się bawią. Nie ma wulgarnego języka i przepychanek, ani ofiar....
jak wygląda sylwester na teneryfie